"Mój pies jest bardzo mądry."
"Mój pies jest głupi - aż wstyd z nim wyjść."
"Żaden inny pies nie był taki mądry jak mój pies z dzieciństwa."
"On jest taki mądry- rozumie każde słowo, które do niego mówię."
Ile razy to słyszeliśmy? Gdy tylko spotyka się dwóch właścicieli psów na spacerze, od razu przystępują do oceny inteligencji swojego bądź cudzego psa. Jedni twierdzą, że ich pies doskonale wie, co się do niego mówi albo wykonuje komendy jeszcze zanim się je powie. Inni z kolei uważają swoje psy za niezwykle wręcz głupie, bo nie potrafią nauczyć się żadnej komendy, bo nie chcą z nami współpracować. Jak to jest naprawdę? Co świadczy o inteligencji psa?
Moje zdanie bardzo często odbiega od opinii większości ludzi. W moim odczuciu ilość poznanych komend i sztuczek w żadnej mierze nie odzwierciedla inteligencji psa. Najczęściej stosowaną metodą, czy to przy systemie nagród, czy systemie kar, jest stopniowe pokazywanie psu o co nam tak naprawdę chodzi. To swego rodzaju rozmowa z człowiekiem mówiącym w innym języku. Musimy dogadać się na migi. Jeśli człowiek ma dobrą intuicję, szybko odkryje sposób na wytłumaczenie czego właściwie oczekuje, nauczy każdego psa komendy. Wielokrotnie słyszałam opinię, że dany pies jest głupi, bo nie rozumie komendy siad. Wtedy pytam właściciela czy wie co to znaczy der Schmetterling. Gdy już spojrzy na mnie jak na idiotę, tłumaczę, że skoro my nie jesteśmy w stanie zrozumieć człowieka, który żyje kilkaset kilometrów od nas tylko dlatego, że posługuje się innym językiem, to jak ma zrozumieć nas istota zupełnie odrębnego gatunku? Naszym zadaniem jest psu wytłumaczyć czego od niego chcemy i to od naszej inteligencji zależy czy nas zrozumie.
Następną sprawą związaną z wykonywaniem komend jest stwierdzenie, że pies jest głupi, bo nie chce siadać na komendę. I w toku rozmowy okazuje się, że pies ma siadać za nic, za lakoniczne "dobry pies". A przecież takie niechcenie właśnie świadczy o inteligencji. Tylko inteligentna istota zastanawia się: po co ja właściwie mam to robić. Inteligentny pies wymaga motywacji. Wymaga smakołyka albo zabawki. Oczywiście potem można pracować nad ograniczeniem ilości nagród rzeczowych, nagradzając psa bądź nie, w losowej kolejności, tak aby nie wiedział na co może liczyć tym razem. Nagroda staje się wtedy opcją, którą zawsze warto rozważyć. A to, kto wygra, zależy już wyłącznie od tego, kto jest inteligentniejszy - pies czy pan? W odpowiedzi na takie tłumaczenie czasem zdarza się, że ktoś stwierdza, że to przekupstwo. Nie zgadzam się z taką opinią. Pytam wtedy czy pracodawca daje nam wynagrodzenie za wykonaną pracę, czy przekupuje nas, żebyśmy coś dla niego zrobili? Czy pracowalibyśmy dla niego za darmo? Zawsze słyszę, że to nie to samo. Jak to nie to samo? Jeśli pies siada, to odwala właśnie robotę, którą mu zleciliśmy. Należy mu się za to wynagrodzenie. Jeśli dostatecznie długo nie dostanie wynagrodzenia, to przestanie siadać, bo po co?
Jakbym nie ugryzła tego tematu, zawsze dochodzę do wniosku, że inteligenty pies z reguły ma problemy z dyscypliną czy też tresurą. Pies inteligentny zawsze szuka łatwiejszego sposobu, żeby osiągnąć swój cel. Jeśli chcemy, żeby nasz pies przeskoczył przez obręcz, inteligentny pies zawsze dwa razy się zastanowi czy nie łatwiej po prostu ją minąć z boku. Jeden z najbogatszych ludzi na świecie powiedział, że jeśli chcemy znaleźć najprostsze i najwygodniejsze rozwiązanie problemu, należy zadanie powierzyć komuś leniwemu. Lenistwo wymaga jednak inteligencji. Pies inteligentny zwykle zastanowi się, zanim wykona jakieś bzdurne zadanie. No chyba, że czeka na niego stosowne wynagrodzenie.
Przez długi czas nie mogłam niczego nauczyć mojego psa. Pierwsze próby tresury (zawsze samodzielnej, nie uważam, żeby psu do posłuszeństwa były potrzebne komendy - psa przede wszystkim trzeba wychować, a tego żaden treser za nas nie zrobi) spełzły na niczym i może wstyd się przyznać, ale odpuściłam sobie na ponad pół roku. Wtedy zmobilizowałam się po raz kolejny. I przez kolejne pół roku nie nauczyłam psa dosłownie niczego. Jak kulą w płot. Nic. Null. Uznałam, że mój pies jest tępy do potęgi n-tej i niczego nie zdoła zrozumieć. Wtedy zapaliła mi się lampka w głowie. Mam psa, który otwiera sobie drzwi, gdy ma ochotę, rozbija łapą lód na kałuży, bo wie, że pod spodem jest woda, której może się napić (wiem, nie powinna, ale z drugiej strony leję jej do miski wodę z kranu, skoro ta jej nie szkodzi, to kałużowa też nie powinna), potrafi zawrócić wokół drzewa, gdy obejdzie je ze smyczą. Nawet ukradła mi kiedyś smakołyki, które zostawiłam na stole, przygniecione laptopem, który na nie niefortunnie położyłam - zastałam laptop tak jak go zostawiłam, z tą różnicą, że pod spodem nie było już smakołyków. Do tej pory nie wiem, jak jej się to udało. Wszystkie te umiejętności świadczą o inteligencji psa. Zdałam sobie sprawę, że to ja popełniam w którymś miejscu błąd. Nie mówię językiem zrozumiałym dla psa albo nie umiem go dostatecznie zmotywować. Rozwiązaniem okazał się kliker. To był przełom. Po roku szkoleniowej pustyni, w ciągu dwóch tygodni nauczyłam psa siadać. Może nie jest to jakiś spektakularny sukces (psa rodziców nauczyłam siadać bez klikera w ciągu kwadransa i w dodatku okazało się, że komenda działa w każdych okolicznościach, więc nie musiałam uczyć jej w różnym środowisku), ale mój pies jest także wylękniony jeśli chodzi o szkolenie i każdy kolejny etap muszę poprzedzić dodawaniem psu odwagi.
Tak więc pamiętajcie. Jeśli pies nie chce czegoś się nauczyć, to nie świadczy o jego braku inteligencji, tylko o naszym braku umiejętności tresera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz