Po pierwsze, pragnę wszystkim dwunogim i czteronogim złożyć spóźnione życzenia Smacznego Jajka i udanych, wesołych świąt Wielkiej Nocy. Mam nadzieję, że pogoda dopisywała i mieliście siłę wyjść nieco dalej niż dookoła swojego bloku.
Sobotnia pogoda przyprawiała o ból głowy. Chwila deszczu, potem chwila słońca i tak na zmianę - istny obłęd. Z samego rana musiałam wyskoczyć na trzy godziny do pracy, po powrocie do domu zapięłam psa w szelki i wyruszyłam na spacer. Już po paru minutach poczułam się wyjątkowo nieswojo. Niby sobota. Niby w miarę akceptowalna pogoda. Niby kilka dni wolnego. No właśnie - niby. Jutro święta. Mijam pobliski market z owadem w tytule - tłum ludzi. Poza tym pustka. Żywego ducha. Czasem ktoś przechodzi obładowany siatami. Tym kimś oczywiście kobieta - przecież to ona odczuwa potrzebę ugotowania nieprzebranych ilości jedzenia na święta. Ale mniejsza o aspekty feministyczne. Ulice i chodniki wymarły. A przecież to nie jest znowu takie małe miasto - ponad dwieście tysięcy ludzi - gdzie się wszyscy podziali? Nie spotkałam nikogo z psem - psy też wyginęły? Epidemia jakaś?
Przemierzam więc wymarłe ulice miasta-widmo. Sporadycznie napotkani przechodnie mijają mnie i przyglądają się uważnie, może nieco złowieszczo, tak jakbym robiła coś niestosownego. Myślę sobie, może się ubrudziłam, sprawdziłam spodnie - rozporek zapięty, może coś na twarzy? Aż wreszcie do mnie dotarło. Przedświąteczna sobota. Wszystkie baby w garach. Mężczyźni siedzą cicho, żeby nie wciągnąć ich w przygotowania. Dzieci grają na komputerze ze słuchawkami, żeby hałasy nie przypomniały matkom o ich istnieniu, bo do sklepu będzie trzeba iść po zapomniany proszek do pieczenia albo mąkę, której zabrakło. A ja w tym czasie idę na spacer z psem. Mijający mnie ludzie myślą sobie - no tak, pewnie żeruje na biednej matce/teściowej/siostrze/babci i idzie na święta do kogoś. Nic nie musi przygotowywać degeneratka jedna. A w domu pewnie brud i bałagan, sprzątać też jej się nie chce, z psem woli wyjść na spacer. Żadnego poczucia obowiązku w tym młodym pokoleniu, żadnego szacunku dla tradycji....
Dla jasności, w domu posprzątałam, upiekłam dwa ciasta (w zasadzie jedno, bo sernika na zimno się nie piecze), zrobiłam pasztet, sałatkę i parę innych rzeczy. Nie zrobiłam żurku, bo nie przepadam - może o to im chodziło? Nie jadam żurku - nie jestem dość patriotyczna, ale czy to widać na pierwszy rzut oka? Nieżurkożercy mają jakieś znaki szczególne? W każdym razie pośród tych wszystkich zadań i trzech godzin w pracy znalazłam czas na dwugodzinny spacer z psem. Byłam bardzo zdziwiona, że udało się go znaleźć tylko mi. Może wyszłam o takiej godzinie, że wszyscy pozamykali się w domach? Nie wiem.
Nie całkiem o tym chciałam dziś napisać, więc do brzegu, jak to mawia Moje Kochanie. Ciekawa jestem ile spośród psów, których właściciele nie znaleźli czasu na spacer usłyszało tego dnia: "Azor idź mi stąd!", "Azor, nie plącz się pod nogami!", "Azor, czego Ty znowu chcesz!" A biedny Azor się nudzi. Pancia, która zawsze znajdowała w sobotę chwilę czasu na zabawę, spacer, czy nawet wspólne oglądanie telewizji (oczywiście zaraz po tym jak schowała przerażającego potwora, którym jeździ po dywanach) nagle nie ma dla niego czasu. W kuchni potęga zapachów, nikt na psa nie zwraca uwagi i tylko wszyscy psa przeganiają z kąta w kąt, bo gdzie by nie usiadł, to przeszkadza.
Ja miałam za to spokój. Wyciągnęłam psa na długi, męczący spacer. Po powrocie pies zwalił się z nóg i zasnął słusznym snem. Owszem, zasnął w kuchni, ale był na tyle uprzejmy, że zrobił to pod stołem, tak, że nie zawadzał. Nie krążyła po całym domu bez celu. O żebraniu nie wspominam, bo nauczyłam psa, że jedyną oznaką, że zaraz pojawi się perspektywa czegoś dobrego, jest psia miska albo otwarta szafka z psimi gadżetami, ale w tym drugim wypadku pies jest ostrożny, bo trzymam tam też szampon i szczotki do wyczesywania.
Tak więc, zgodnie z zasadą: wilk syty i owca cała, wszystkim polecam wyciągnąć na długi spacer psa zawsze, gdy mamy dużo do przygotowania. Czy to impreza, na którą trzeba naszykować jedzenia, czy to gruntowne porządki w domu, czy przyjazd rodziny. Brać psa na dwór i zmęczyć tak, że będzie marzył wyłącznie o cichym kącie do spania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz