sobota, 21 lutego 2015

O czystości słów kilka

Wstaję sobie z rana - 7.00 na zegarku, pies oczywiście cały szczęśliwy trąca nosem co tam akurat bliżej brzegu łóżka się trafi, więc poudawać, że jeszcze śpię się nie da. Moje Kochanie, wiadomo, przewraca się tylko na drugi bok i nakrywa kołdrą, żeby go czasem pies zimnym nosem nie dotknął. W końcu to ja chciałam psa, to teraz ja muszę z nim rano wychodzić.

W normalny dzień tygodnia chodzimy z rana na półtorej godziny na pobliskie łąki (mieszkam na peryferiach miasta, więc wystarczy przejść się jakieś 15 minut by zapomnieć o cywilizacji), gdzie Frida daje upust swojej energii. I przy okazji załatwia swoje potrzeby. Jednak dziś sobota, więc wychodzimy na 20 minut wytyczoną trasą przez osiedle, a po śniadaniu, prysznicu i kawce udajemy się na kilkugodzinną wycieczkę za miasto.

No więc zwlekam się z łóżka, swoją drogą, to jakaś barbarzyńska godzina ta 7.00 rano w sobotę, ale pies ma zegarek w pęcherzu i nie uwzględnia weekendów. Wychodzę na tę krótką rundkę przez osiedle. W pewnym momencie pies poddaje się i rezygnuje na chwilę z obwąchiwania każdego krzaczka i każdego źdźbła trawy (za co nieraz mam ochotę ją zamordować), żeby zrobić kupkę (pomimo sporych gabarytów moja sunia pozostaje damą, więc załatwia się kupkami). Ja tam grzeczny właściciel psa jestem i nieraz już wlazłam w minę na trawniku (na chodniku zresztą też), tak więc sprzątam po swoim psie. Sięgnęłam sobie spokojnie do breloczka uwieszonego przy smyczy po woreczek, żeby minę zebrać i wyrzucić do śmietnika (w moim mieście nie ma osobnych pojemników), gdy nagle słyszę za sobą jazgot wzburzonej starszej pani, która o tej barbarzyńskiej 7.00 (czy raczej już trochę po), drze się na mnie, że ja po psie sprzątam. Ja rozumiem, gdybym nie zważając na toaletę mojego psiaka poszła sobie w swoją stronę, to owszem, zasłużyłabym na naganę, ale w tej sytuacji? Patrzę na panią z niedowierzaniem, a ona wrzeszczy, że ja to pewnie zaraz do kosza wyrzucę. Grzecznie się pytam, gdzie indziej miałabym to wyrzucić? W odpowiedzi słyszę, że jej nie interesuje, co ja z tą kupą (pozwalam sobie na lekką parafrazę, żeby nie urazić co wrażliwszych) zrobię, ale ona nie życzy sobie, żebym ją wyrzucała do śmietnika, bo później cały dzień śmierdzi i przejść się koło takiego śmietnika nie da.... Zapytałam więc tylko starszej pani czy w takim razie woli, żeby kupka śmierdziała na trawniku i żeby jakieś dziecko w nią wdepnęło? Odpowiedzi już nie uzyskałam, poza paroma burknięciami, że ludziom to się teraz wydaje, że wszystko mogą.

Dawniej wdawałam się z takimi ludźmi w zażarte dyskusje. Dziś już tego nie robię. Dziś szkoda mi na to czasu i nerwów. W ciągu kilku ostatnich lat pracy z ludźmi, zdałam sobie sprawę, że wielu spraw nigdy nie da się niektórym wytłumaczyć. Poza tym są jeszcze osobnicy, którzy czerpią jakąś niezrozumiałą dla mnie satysfakcję z robienia awantury z niczego.

Należę do ludzi, którzy popierają obowiązek sprzątania po psie. Mimo tego, że sama przez to muszę się schylić i pozbierać odchody do woreczka, uważam, że tak trzeba. Jeśli się zastanowić, to w miastach żyje więcej psów niż przypuszczamy. Każdy z nich zostawia jedną do trzech min dziennie. To daje ogromne ilości w ciągu nawet nie miesiąca, ale tygodnia. Wystarczy spojrzeć, co się dzieje po roztopach, gdy śnieg odsłania wszystko to, co zdołała zgromadzić zima. Nikomu nie jest miło wtedy wyjść gdziekolwiek na spacer, bo zamiast podziwiania pięknej pogody, trzeba uprawiać slalom na chodniku. Ja też czasem muszę wyczyścić buty z takiej miny, mnie też wtedy nerwy biorą, bo wystarczyło to wrzucić do pobliskiego kosza, bo jakieś dziecko mogło się w to przewrócić, bo jakiś chory pies to zostawił i teraz zarażają się inne psy, które będą to obwąchiwały. Takich bo znajdzie się naprawdę sporo.

Rozmawiając nieraz z właścicielami psów, słyszę różne wymówki. Bo chory kręgosłup, z powodu którego ciężko się schylać, poza tym lekarz kazał unikać takiego właśnie schylania, tak jakby nie było specjalnych zbieraczek na wydłużonej rączce. Bo zapomina się zabrać woreczka, tak jakby nie było breloczków na woreczki, którego sama używam. Bo trawa jest za wysoka i można ubrudzić rękaw, tak jakby pies nie miał twardych odchodów, które tej trawy wcale nie brudzą (naturalnie poza tymi momentami choroby). Bo pies załatwia się wieczorem i nie można znaleźć w ciemności tej kupki, tak jakby nie było małych latareczek w postaci breloczka do kluczy. Bo piesek jest przecież malutki, więc ta kupka jest taka tyci, to komu ona będzie przeszkadzała. Tylko że małe pieski załatwiają się częściej i tych tyci kupek zostawiają więcej, poza tym co to za różnica czy but ubrudzisz małą, czy dużą kupką. Wymówek od sprzątania jest tyle samo, co powodów, dla których należało by to robić.

Najbardziej przykre w tej sprawie jest to, że dzięki takim ludziom, wszyscy odpowiedzialni właściciele też są postrzegani jako wróg publiczny, który zanieczyszcza osiedle. Sama potrafię idąc z moim psem zwrócić uwagę komuś, kto właśnie udaje, że nie widzi, że piesek się załatwił i chce pójść sobie dalej. I słyszę, że to nie moja sprawa i żebym się swoim psem zajęła. I mówię wtedy, że to jest właśnie moja sprawa, bo na mnie też potem krzywo patrzą mimo tego, że ja czystość po swoim psie utrzymuję. I że zajmuję się swoim psem i byłoby miło, gdyby ten ktoś również się swoim psem zajął. Niestety to jak rzucanie grochem o ścianę.

Na zachodzie pojawiają się dość brutalne w wyrazie kampanie społeczne zachęcające do sprzątania. Do tej pory pamiętam plakat przedstawiający dziecko na wózku inwalidzkim, którego koło jest całe umorusane, podobnie jak całe przedramię tego dziecka. I tak powinna wyglądać właśnie taka kampania. Dlaczego obrzydliwego problemu nie przedstawić w obrzydliwy sposób? Ktoś stwierdził, że właśnie ta kampania godzi w odczucia estetyczne przeciętnego Polaka, dlatego nie dopuszczono do jej rozpowszechnienia w naszym kraju. Wiele obrzydliwych rzeczy można zobaczyć w naszej telewizji, prasie, na stronach internetowych. Umorusana odchodami ręka jest jednak zbyt odrażająca, zupełnie przeciwnie niż leżąca na chodniku rozmazana takim wózkiem kupa w rzeczywistości. Psia kupka to nadal temat tabu, który powoduje, że ludzie psiarzy nie lubią. Wprowadzono przepis nakazujący sprzątanie po piesku, ale sprawiło to tylko, że większość ludzi jedynie rozgląda się czy nie widać nigdzie mundurowych, gdy piesek się załatwia.

Kto wie, może kiedyś dotrze do wszystkich, że po piesku warto posprzątać, bo my, psiarze też możemy w taką kupkę wdepnąć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz