Blog o życiu z psem, codziennych wzlotach i upadkach, problemach i przygodach, które spotykają każdego psiarza i jego ogoniastego przyjaciela, przemyśleniach na temat świata, w którym czasem brakuje odrobiny przestrzeni dla tych co chodzą na czterech łapach
wtorek, 17 lutego 2015
Słów kilka o psim rynku
Wiele osób oburza się, słysząc, że kupiliśmy psa. Tym bardziej jeśli jest to pies po championach, z niewyobrażalną metryką i w ogóle och i ach. I z reguły z niepospolitą ceną. Nieraz i nie dwa słyszałam opinię, że pies to nie towar, żeby go kupować. Zgadzam się z tym w pełni. To nie towar, to żyjąca istota, która oddaje nam całe swoje jestestwo nie oczekując niczego w zamian i to trochę nie fair, że zostaje on sprowadzony do poziomu suszarki do włosów. Z drugiej jednak strony, idąc do dentysty też płacimy za leczenie zębów, a przecież ten dentysta wykształcił się za nasze pieniądze, więc powinien robić to za darmo.
Jest niewyobrażalnie wiele spraw, za które płacimy mimo tego, że właściwie nie powinno mieć to miejsca i nas to nie oburza.
Jeśli się zastanowić, to przygarniając psa z hodowli, otrzymujemy zwierzę odrobaczone, najczęściej po pierwszym szczepieniu, z książeczką, chipem, socjalizowane, z gwarancją braku "bagażu doświadczeń", nad którego życiem i zdrowiem ktoś czuwał przez ostatnich kilka tygodni, które było karmione i którego matka była karmiona. To wszystko kosztuje. Gdyby założyć przez chwilę, że nie płacimy za kilogram żywej masy tylko za wszystko, co jakiś człowiek zrobił przy tym psie, konieczność zapłaty nie jest już oburzająca.
Mówimy tu oczywiście o wyidealizowanym obrazie hodowli, któremu dorównuje bardzo niewiele ośrodków. Z reguły dostajemy psa zarobaczonego, nieraz z pchłami, karmionego podłą karmą albo resztkami z obiadu, a nieuczciwy hodowca wpiera nam, że psiaczek cały czas wcinał Royal albo inną renomowaną karmę, podobnie jak matka. Znam osobiście sytuację, gdy szczeniak miał rzekomo cały czas jeść wyłącznie Royal, a w samochodzie w drodze od hodowcy zwymiotował karmę z kolorowym granulatem (Royal ma jednolity kolor). Dostajemy metrykę i opakowanie z chipem do wszczepienia na pierwszej wizycie u naszego weterynarza, słysząc usprawiedliwienie, że hodowca sam nie chipował, bo nie każdy przyszły właściciel sobie tego życzy. Niedoświadczony kupiec nie wie, że ocena miotu dokonywana jest dopiero po oznakowaniu zwierząt, więc nie można wystawić metryki nieoznakowanemu psu (no chyba, że regulamin stowarzyszenia, które wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu stanowi inaczej), więc rodzi się pytanie czy zakupiony pies jest tym samym, któremu wystawiono metrykę?
Czy zatem każda hodowla to oszuści i manipulanci? Oczywiście, że nie. Nie oszukujmy się jednak - właściwa opieka nad szczeniakami, odpowiedniej jakości asortyment dla nich przeznaczony, krycie dobrym reproduktorem, wystawy na które rodzice szczeniaków musieli pojechać i opieka weterynaryjna nad matką i szczeniakami - to wszystko kosztuje. Te koszty przekładają się na cenę szczeniaka. Dodatkowo szczeniaki po championach będą prawdopodobnie cennym nabytkiem dla innych hodowli, co automatycznie zwiększa ich wartość.Trzeba się również liczyć z faktem, że często hodowca zajmuje się tym zawodowo, a to znaczy, że ze względy na obowiązki hodowlane nie podejmuje pracy zarobkowej, a co za tym idzie on tak naprawdę pracuje w hodowli i liczy na wypłatę.
Lampka powinna się zapalić w chwili gdy ktoś sprzedaje szczeniaki tanio. Gdy proponuje nam się jak najszybszy odbiór, albo odbiór przed pierwszymi szczepieniami. Gdy umowa kupna-sprzedaży jest sporządzona nierzetelnie a nawet pobieżnie albo nie ma jej wcale. Gdy hodowca nie oczekuje od nas jakiejś relacji z tego jak się szczeniak aklimatyzuje, jeśli nas o nic nie pyta. Gdy szczeniak ma nieładny zapach albo hodowca nie chce nam pokazać matki lub boksu w którym szczeniak przebywa na codzień. Jeśli hodowca ma coś do ukrycia, to znaczy, że nie mamy do czynienia z hodowlą, tylko z pseudohodowlą, która jest szkodą dla suczek w niej przebywających i szczeniaków, które się z takiej hodowli kupuje. W innym wpisie opiszę dokładniej na co zwrócić uwagę, aby rozpoznać pseudohodowlę.
Reasumując. Jeśli chcemy kupić rasowego psa, musimy liczyć się z tym, że trzeba będzie za niego zapłacić więcej niż 300-400zł. Decydując się na psa tzw. rasowego, ale bez rodowodu decydujemy się na wspieranie okrutnego dla zwierząt procederu, jakim są pseudohodowle, a siebie narażamy na zakup psa z wadami i wymagającego nieraz interwencji weterynarza. Ponadto szkodzimy uczciwym hodowcom, którzy za swoje szczeniaki oczekują wyższej ceny, gwarantując w zamian prawidłowo odchowanego szczeniaka pochodzącego od godnie utrzymanej matki, która nie jest maszynką do rodzenia
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz