czwartek, 5 marca 2015

7.15, poniedziałek, pada deszcz...

Pierwsze słowa piosenki starego, dobrego zespołu Róże Europy. Ale nie o muzyce dzisiejszy wpis. 

 Z psem wychodzimy na długi spacer rano, przed pracą. Powody są dwa. Po pierwsze, rano mam na to czas. Kończąc o 18.00 zanim wrócę do domu i zrobię jakieś jedzenie (bo obiadem ciężko nazwać posiłek o tej porze), ani się człowiek obejrzy a już wieczór, zmęczenie i ciężko nawet zmobilizować się do wieczornego siku z psem. A dwa, poranny spacer sprawia, że pies jest zadowolony i zmęczony, dzięki czemu, gdy wychodzę do pracy pies tylko unosi głowę i po chwili ją kładzie, zamyka oczy i chrapie dalej. Pod moją nieobecność odpoczywa i zbiera siły na wieczorny czas z pancią.

Mój typowy dzień tygodnia latem zaczyna się o 6.30. Ubieram się i wychodzę z psem na co najmniej półtoragodzinny spacer, potem jakieś śniadanie, szybki prysznic i do pracy. No właśnie - latem. Gdy przychodzi jesień i dzień się skraca, a wschód słońca jest coraz później my też wychodzimy później. Nie widzę nic przyjemnego w łażeniu po krzakach zimą po ciemku, więc wstaję gdy jest jeszcze ciemno, dla odmiany, najpierw biorę prysznic i jem, a dopiero potem wychodzę. I tak przez całą zimę, aż słońce zacznie wstawać około 7.00 czyli w połowie lutego. Sukcesywnie przestawiam o parę minut budzik, tak, żeby wstawać o wschodzie słońca, aż dochodzimy do 6.30 i nasz tryb życia wraca do letniego.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że mój pies orientuje się w pewnym momencie, że im wcześniej robi się jasno, tym wcześniej pancia zbiera odwłok z łóżka i można wyjść na zewnątrz i poszaleć na łące. Ale co zrobić, gdy jest jasno a budzik wciąż jeszcze nie dzwoni? Jak to co, wsadzić zimny, mokry nos pod kołdrę i mazać nim po stopie albo łydce panci. Efekt murowany. Dzisiejsza pobudka - 6.20... I dziesięć minut leżenia w łóżku i zaciskania zębów, bo pies kombinuje jak tu pancię zwlec z wyra i jest coraz bardziej nachalny. Mądre książki każą takiego gada ignorować, co też czynię i co właściwie działa. W każdym razie w zeszłym i jeszcze poprzednim roku działało.Mniej więcej dwa tygodnie trwa zanim pies pojmie, że o tym o której wstaniemy decyduje nie on, tylko budzik. Sprawdziłam w kalendarzu wschodów i zachodów słońca. Za tydzień wschód będzie o 6.00. A więc o tej godzinie zacznie się sabotaż mojego spania...

I niech jeszcze kiedyś Moje Kochanie powie, że moja psina jest głupia, bo nie chce dać łapę, kiedy każą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz