niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie...

Z tego miejsca życzę wszystkim - tym dwunożnym, jak i tym czteronożnym kobietom wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet. Mam nadzieję, że zbliżający się sezon wiosenny będzie udany bardziej niż poprzedni. A naszym czworonogom życzę jeszcze pyszniejszych smakowitości.

Piękna pogoda zagościła u nas i wstydem by było z niej nie skorzystać. Tak więc zwlokłam Moje Kochanie z łóżka i pomimo leniwej niedzieli wywłóczyliśmy się za miasto. Widok piękny, temperatura też zachęcająca. Uwielbiam ten moment, gdy przyroda zaczyna wybudzać się ze snu, ziemia rozmarza, dając ten niepowtarzalny aromat obietnicy bliskiej wiosny (kilka słów dla mieszczuchów - przedwiośnie w mieście nieodzownie kojarzy się z zapachem rozmarzających psich odchodów, za to za miastem rozmarzająca ziemia ma niepowtarzalny i trudny do uchwycenia zapach, który zdaje się być bardziej wrażeniem zapachu niż nim samym). Od mamy wiem, że szpaki biją się już z wróblami o budki lęgowe, a sama na własne oczy widziałam i słyszałam zresztą też pięknie śpiewającego skowronka, który wisiał nad łąką. I chociaż wszystko jeszcze szare i wyblakłe, to jakoś natura napawa wiosennym optymizmem. 




W psisko również wstąpił wiosenny duch i szalała jak szczeniak, co chwilę próbując upolować jakiegoś gryzonia, który też wyczuł już wiosnę. W rezultacie skończyło się to wywalonym jęzorem i gigantycznym pragnieniem (pancia niestety nie podejrzewała takiej eskalacji psiej radości i nie zaopatrzyła się w wodę dla psa), które towarzyszyło nam aż do powrotu do domu.





I cały nasz spacer byłby niezwykle pozytywnym doświadczeniem do samego końca, gdyby nie dopadł nas swąd spalenizny. Tak... Ten charakterystyczny zapach jaki nieodłącznie towarzyszy tej porze roku. Nie minęło parę minut a w oddali wypatrzyliśmy dwie jednostki straży pożarnej i walczących z ogniem strażaków. Cóż było zrobić. Pies wrócił na smycz, co skwitowała smutnym spojrzeniem na pancię i resztę spaceru przebyliśmy już na smyczy. Wydawać by się mogło, że z uwagi na liczne kampanie namawiające do skończenia z tym głupim zwyczajem, z roku na rok będzie coraz mniej takich pożarów. Podczas gdy problem nie znika. Ba, on się nawet odrobinę nie zmniejsza. Kolejne roczniki młodzieży sięgają po zapałki i zapalniczki. Czy to jakaś genetyczna wada człowieka, że musi spalić kawałek pola na znak że wiosna blisko? Co roku szkoda mi tych zwierząt, które w popłochu muszą uciekać przed ogniem, tych ptaków, które zdążyły uwić już na ziemi gniazdo i muszą je teraz porzucić i tych zwierząt które przed ogniem uciec nie są w stanie. Tysiące jeży żegna się z życiem co roku, żaby, bezkręgowce... Wypalanie traw to nieświadome bestialstwo. Wystarczy rzucić zapałkę i niezliczone rzesze drobnych zwierzątek jak ślimak giną w męczarniach... Coś potwornego.

Może jestem przewrażliwiona, ale nie puszczam mojego psa ze smyczy w tym okresie. Po prostu się boję. Boję się, że pobiegnie za jakąś zwierzyną (w końcu to tylko pies) i zapędzi się gdzieś gdzie ogień ją odetnie - przecież tyle w wiadomościach słychać o ludziach którzy spłonęli, że ogień i dym ją spłoszy i pobiegnie na oślep i nie będzie potrafiła wrócić, że wbiegnie przestraszona na drogę (tam gdzie chodzimy na spacery drogi są bardzo daleko, ale jeśli się chwilę zastanowić, to biegnący na oślep pies porusza się z dużą prędkością) i potrąci ją auto... Aż mnie ciarki przechodzą na myśl o którejkolwiek z tych możliwości. Dlatego w sezonie wypalania traw pies chodzi na smyczy. Co roku po kilku tygodniach tego procederu Frida uczy się rozpoznawać zapach w tak małym stężeniu, że ja nie jestem w stanie go wyczuć i grzecznie idzie tuż za nogą, lekko zaniepokojona i pokorna. W zeszłym roku jak tylko weszłyśmy na łąki, pies od razu przyległ do mnie i trzymał się nogi jak zahipnotyzowany. Kawałek dalej spłonął dobry hektar zieleni. Wszystko już wygaszone, pewnie dzień wcześniej, bo byłam tam rano. Ale mimo psiej ostrożności wolę zachować moją, ludzką ostrożność, bo nie umiałabym sobie wybaczyć, gdyby przez moje niedopatrzenie coś stało się mojej dziewczynce.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz